Tatuaże dla "ubogich"

Słowo "ubogi" nie oznacza wcale biedaka, który nie ma czego do garnka wrzucić. W moim mniemaniu biedak to osoba, która się czegoś boi, zatem tematem tego wpisu będą właśnie osoby, które panicznie boją się tatuaży. A jest ich naprawdę bardzo wielu. W ostatnim czasie czytałem w sieci wpisy pewnego blogera, którego nazwy już nawet nie pamiętam. Sugerował on tatuaże dla ubogich, czyli takie praktycznie bezbolesne dziary, które po pewnym czasie można usunąć przy pomocy specjalnego proszku oraz ciepłej wody. Czy to jest opłacalne? Czy dzięki takim praktykom można kogoś zachęcić do zrobienia sobie tatuażu przy pomocy prawdziwych maszynek? Zdecydowanie tak. Mimo, że sam nie jestem raczej zwolennikiem tego typu praktyk, to uważam jednak, że są konieczne jeśli ktoś naprawdę chce mieć tatuaż, ale zwyczajnie się boi igieł. Ze statystyk wynika, że prawie 50% facetów boi się igieł, a większość z nich chce mieć jakiś tatuaż na ramieniu, szyi lub nawet łydce. Nie ma chyba lepszego sposobu od "niby dziary". Zachęcam serdecznie do przeczytania innych moich wpisów. Zachęcam też do komentowania

Brak Danych